Witam ponownie!!
Na razie dodaję wam mojego starego imagina :) Mam nadzieję, że nie jest taki zły ;)Chłopak, który siedział na ławce miał na imię Harry. Siedział ze spuszczoną głową, a loki zasłaniały część jego czoła. Zielone oczy były spuszczone, nie dało się zauważyć uśmiechu na twarzy chłopaka. Na nogach Harry'ego były brązowe pół buty, a ciało chłopaka okrywał w podobnym odcieniu płaszcz. W tle było słychać tylko pohukiwanie sów i cykanie świerszczy. Tutaj nie było słychać krzyków i odgłosów strzałów. Ten park to teraz jedynie ciche miejsce w całym Londynie. Dla takiego wymęczonego człowieka, to idealne miejsce do odpoczynku i spokoju. Teraz nawet w domu nie można było czuć się bezpiecznie. Tutaj ta cisza, spokój, mieniące się w błękitach jezioro, wokół którego rosły płaczące wierzby były cudowne, ale Harry nie zwracał na nie uwagi. Od dłuższego czasu siedział nie zmieniając pozycji. Można było wyczuć od niego smutek, ale doskonale potrafił ukrywać emocję. Ciszę tę przerwało szeleszczenie za krzykami. Chłopak odwrócił gwałtownie głowę i zwrócił ją do miejsca z którego słychać było szelesty. Zaniepokojony chłopak wstał i zbliżył się o dwa kroki do krzaków.
- Kto tu jest?- wybełkotał i wsadził ręce w kieszenie płaszcza. Zza krzaków wychyliła się smukła postać. Był to młody brunet w koszulce w paski i czerwonych rurkach. Na nogach miał strasznie pobrudzone białe trampki, które nabierały już kolory szarego. Jego strój był nietypowy, a dodatkowo na głowie chłopaka panował istny nieład.
- To tylko ja. Louis.- powiedział otrzepując spodnie. Harry głośno westchnął.
- Musiałeś się tak skradać?!- zapytał i opadł z powrotem na ławkę.
- Chciałeś żeby mnie zabili?- powiedział Louis, w porę ugryzł się w język.
- Wiesz, że jakbym się tak nie ukrywał to załatwiliby mnie, jak innych- dokończył i usiadł koło przyjaciela. Harry'emu znowu zniknął z twarzy uśmiech. Lou poklepał kumpla po plecach.
- Nie możesz się tak przejmować. Nikt nie chciał Jej stracić. Wiesz, że to nie Twoja wina- powiedział. Harry spojrzał na niego.
- Gdybym Jej nie zostawił, gdybym wtedy Jej pilnował to byłaby tutaj z nami- powiedział, a łza mimowolnie spłynęła po jego policzku.....Louis zerknął tylko na Harry'ego.
-Ale...Harry..ty...-
- Nie Louis! To była moja wina! Nie zaopiekowałem się nią odpowiednio i ją straciłem! Miała tylko mnie!- powiedział przez zaciśnięte zęby i ruszył w stronę domu. To już nie był ten sam Harry co kiedyś. Już nie był osobą uśmiechniętą i pozytywnie nastawioną do życia. Po śmierci siostry stał się innym człowiekiem. Harry otworzył drzwi swojego domu i mocno nimi trzasnął. Rzucił w kąt swój płaszcz i buty, szybki krokiem ruszył w stronę salonu. Pokój był nieduży, za to przytulny. Czerwone ściany idealnie komponowały się z białą wykładziną i meblami. Teraz w pokoju panował nieład i bałagan. Wszędzie walały się ciuchy i resztki jedzenia. Jedynym czystym miejscem była czerwona sofa na której leżały dwa białe koce i duża poduszka. Przed kanapą stał niewielki stoliczek do kawy na, którym stało dużo zdjęć Harry'ego i jego siostry. Chłopak usiadł na kanapie i spojrzał na ilustracje na której on i jego siostra robią naleśniki. To było jego ulubione zdjęcie, ostatnie które zrobił ze swoją siostrą... Przejechał palcem po zdjęciu. Szepnął
- Gemma...- a łza z jego oka spadła na zdjęcie. Nagle ktoś mocno uderzył w drzwi. Harry gwałtownie wstał. Uderzenie powtórzyło się, tym razem skutecznie i do mieszkania wbiegło trzech mężczyzn. Od razu zwrócili się w stronę Harry'ego. Wszystko działo się tak szybko... Jeden z nich uniósł Harry'ego za koszulkę.
- GDZIE. MASZ.FORSĘ???!!!- Wykrzyczał mu do uch największy z nich. Harry nie chciał ustępować, ale wiedział, że z takimi nie warto igrać. W tym momencie nie był w stanie nic powiedzieć. Wskazał na szafkę koło telewizora. Najgrubszy z nich podszedł do szafki, wszystko z niej wywalił. Przeszukał rzeczy i znalazł małe, niebieskie pudełeczko, a w nim, pieniądze. Uśmiechnął się zwycięsko i schował pieniądze do wewnętrznej kieszeni kamizelki. Facet, który trzymał Harry'ego za koszulkę z rozmachem uderzył go w twarz. Za chwilę dołączyła się do niego pozostała dwójka. Harry leżał już na w pół przytomny na ziemi. Włamywacze wybiegli z mieszkania zostawiając otwarte drzwi. Światło księżyca oświetlało kawałek twarzy chłopaka. Leżał na ziemi głęboko oddychając. Z kącika ust i głowy leciała mu krew. Posiniaczona twarz i "obite" ciało chłopaka wyglądały przerażająco... Przez drzwi wejściowe wbiegł ten sam brunet, przyjaciel chłopaka, Louis. Uklęknął przy chłopaku. Ten dzień nie był zbyt dobry dla Harry'ego...
Czekam na komentarze. Teraz zabieram się za wymyślenie drugiego, długiego imagina.
10 KOMENTARZY=DRUGI IMAGIN
/ Young
ale fajneeee *.*
OdpowiedzUsuń